Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urząd Marszałkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urząd Marszałkowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 grudnia 2015

Puk, puk. Kto tam? Komornik!

 

W samorządzie siedzą jak na szpilkach zadając sobie pytanie, co ten PiS ("PiSdzielce", "PiSuary", "PiSiory" w mowie pojednania "obrońców demokracji") wykombinuje? Ograniczą liczbę naszych dożywotnich dotąd kadencji? Jak głęboko będą czyścić różnorakie agencje, spółki i zarządy oraz inne dziwne samorządowe "synekuro-twory"? Będzie 17. województwo a w związku z tym przyśpieszone wybory samorządowe? Co do ostatniego to proponuję zlikwidować lubuskie i rachunek będzie się zgadzał. Zresztą byłaby to słuszna kara za wystąpienie posła Asta w Trybunale Konstytucyjnym;-) Ponadto po utworzeniu woj. środkowopomorskiego, zachodniopomorskie mocno zostanie okrojone, więc północ dawnego lubuskiego mogłaby w tym województwie odgrywać bardzo ważną rolę. 
No ale może ustawodawca wcale nie musi zmieniać podziału administracyjnego, skoro niedługo może to zrobić... komornik?
Oto właśnie konta lubuskiego samorządu wojewódzkiego zajął komornik:-) Za co? Ano dziesięciu rolnikom z dwóch lubuskich gmin należało się ponad 2 mln zł za zalane pola. Płacić miał Urząd Marszałkowski, który jednak nie płacił. Prawnicy rolników zwrócili się zatem do komornika, a ten zajął konto urzędu.
Wyroki w szczecińskim sądzie, tak szczecińskim (kolejny argument za przyłączeniem północnej części lubuskiego do zachodniopomorskiego;-) ) zapadły pod koniec października. Bagatela ponad pięć lat po tym, jak pola uprawne wzdłuż kanałów: Postomskiego, Marianowskiego i Krępińskiego w gminach Krzeszyce i Słońsk zostały zalane. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że zawinił Lubuski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Zielonej Górze, który nie czyścił rowów melioracyjnych. Jak działa ta instytucja przekonałem się na własnej skórze, polecam gwoli przypomnienia post: "Za siedmioma ulicami, za siedmioma skwerami, za siedmioma blokami..."
O tym jak funkcjonuje lubuskie, jak wydawane są tu publiczne pieniądze dobitnie świadczy przykład rozbuchanej marszałkowskiej inwestycji winarskiej. W artykule GL pt. "Centrum Winiarstwa w Zaborze: pustki, nuda, wstyd" można przeczytać:
„Czynne od wtorku do niedzieli w godz. 10.00-18.00” - czytamy na kartce zawieszonej na bramie wjazdowej do centrum. Odwiedziliśmy je w piątek, po 10.00. Ale na miejscu nie czekały nas żadne atrakcje, które miałyby związek z winem. - Teraz lepiej nie wchodzić, państwo podłogę dopiero co wyszorowali, szkoda by ich pracę marnować - usłyszeliśmy od pracownika, który na pytanie o to, co w centrum można zobaczyć, odpowiedział, że... niewiele.
Mój ulubiony pracownik samorządowy - złotousty rzecznik Michał Iwanowski zapewnia, że w przyszłym roku będzie lepiej, bo wywalą jeszcze kolejnych 200 tysi na promocję. Dokładnie ten sam schemat myślenia, co budowniczych Portu Lotniczego Radom, dla których receptą na to, że nikt nie chce stamtąd latać jest... wydawanie kolejnych publicznych milionów.
A ja myślę, że po prostu niech władze centralne zaczną w końcu sprawdzać, czy lokalne inwestycje przynoszą zamierzone efekty (ale w rzeczywistości a nie na papierze!) a przede wszystkim, czy są realizowane społecznie ważne interesy. Jeśli nie spełniły zakładanych warunków to pieniądze powinny wracać np. unijne dotacje z RPWL. A jak nie, to komornik. Niech Zarząd Województwa w końcu zacznie ponosić odpowiedzialność za wyrzucanie pieniędzy w błoto. Jak komornik częściej będzie gościł przy Podgórnej, to likwidacja lubuskiego będzie powszechnie akceptowaną koniecznością...

piątek, 20 sierpnia 2010

Lustereczko powiedz...

Pan Marszałek i reszta Zarządu koniecznie chcą nam udowodnić, że faktycznie są tacy świetni jak im się wydaje. Ostatnio zorganizowali szoł w wyremontowanej sali Urzędu Marszałkowskiego, która imitowała studio telewizyjne. Za plecami ekrany plazmowe z reklamówkami a w scenariuszu infantylny pomysł z losowaniem biało-czerwonych piłeczek z liczbami. Piłeczki miały według T. Hałasa symbolizować jedność koalicji, jako jednej drużyny (wielce ryzykowne porównanie...). Marszałek i jego zastępcy losowali piłeczki i recytowali o sukcesach wyrażonych liczbami.
Na forum GW zdzich komentuje:
Województwo podskoczyło w rankingach, to fakt, tyle tylko, że większość z nich obrazują jedynie waszą walkę o wizerunek, a nie lepsze działania, np. ranking zakontraktowanych środków unijnych, który często mylicie z wydatkami - cóż z tego, że na potęgę, na byle co podpisujecie umowy, to nie jest konkurs na szybkość, ale na skuteczność, ale wam wystarczy, że będzie można pokazać rankingi i beblać, że byliśmy w ogonie, teraz w awangardzie... Sądzicie, że ciemny lud to kupi... Tymczasem odważny i mądry marszałek powiedziałby, że fakt, nie wydajemy pieniędzy bardzo szybko, bo chcemy je wydać dobrze, więc z pełną świadomością dzielimy alokację (szczególnie w EFS) na poszczególne lata.... tymczasem u nas np. w działaniu 6.2 już nie będzie za chwilę kasy i młodzi ludzie z pomysłami na założenie firmy w 2011, 2012 roku nie będą mieli szansy na dostanie dotacji tak jak koledzy np. z wielkopolskiego, bo wam rankingi usiały podskoczyć.....żenada...
Już mamy symptomy skutków pośpiesznego wydawania środków, na inwestycje na które nie stać samorządów jednego z najbiedniejszych województw w kraju. Teraz przykład z Zielonej Góry, która dzięki potężnej dotacji z LRPO zbudowała sobie basen z iście bizantyjskim przepychem. Prezydent Kubicki, musiał ostatnio pilnie zwiększyć deficyt w budżecie miasta. Nie zgodzili się na to radni, więc cięcia dotkną zielonogórskie szkoły. Radni nie dali kasy, bo prezydent nie ma umiaru w kreowaniu swej osoby. Jego facjata znalazła się na plakacie reklamującym nowy basen z hasłem "Dotrzymałem słowa" (tak jakby basen zbudował za własne pieniądze) a teraz spogląda z plakatu winobraniowego a to tylko jeden z wielu jego pomysłów na kreowanie swojej osoby. Tego nie zdzierżyli opozycyjni radni, zawłaszcza że mamy rok wyborczy. Oczywiście braki w budżecie miasta można zrzucić na karb rozbuchanej ostatnio promocji miasta i jego prezydenta (te wszystkie emitowane w telewizjach zielonogórskie festiwale i imprezy nie obejdą się bez hojnego sponsoringu miasta), ale sytuacja ta pokazuje że miasto żyje ponad stan. Dziś ogromny basen cieszy się wielkim powodzeniem, ale za czas jakiś popularność jego spadnie i skończą się gwarancje udzielane przez wykonawców. Dochody z biletów się skurczą, bo mimo wszystko dojazd do ZG kosztuje a na prowincji również buduje się wiele nowych pływalni krytych, także zresztą ze środków LRPO, tylko wielokrotnie mniejszych. A wtedy dopiero się zacznie zaciskanie pasa.

wtorek, 29 czerwca 2010

Bezpłciowe Lubuskie.

W niedzielę 27 czerwca 2010 r. odbyły się intensywne promowane Dni Województwa Lubuskiego. Cała promocja województwa lubuskiego ograniczyła się do promocji Zielonej Góry, jeszcze raz mogliśmy się przekonać, że dla wielu województwo lubuskie kończy się na rogatkach stolicy samorządowej. Jak to bywa w tym województwie forma przerosła treść. Wielka promocja skończyła się wielką kompromitacją. Nie było transmisji na żywo w TVP2 (podobno z powodu debaty prezydenckiej), a na koncert w przepełnionym amfiteatrze nie wpuszczono osób z kupionymi biletami. Cóż pewnie lubuskim biurokratom rozdawano gratis wejściówki na prawo i lewo. A taka armia urzędników z Urzędu Marszałkowskiego spokojnie wypełni z meniskiem wypukłym zielonogórski amfiteatr. GL grzmi: Dni województwa lubuskiego: skandal z koncertem, a radni PiS piszą protest do Państwowej Komisji Wyborczej, bo na DWL przybył Bronkobus. Nie od dziś mówiono, że impreza zostanie wykorzystana w celach wyborczych, jako przeciwwaga do hucznego otwarcia basenu organizowanego przez prezydenta samochwałę z SLD. A propos Janusza Kubickiego. To on najlepiej wie, jak sprawić by było głośno o nim w myśl zasady "nie ważne jak, ale ważne, że mówią". Oto kazał studentce ASP, która przygotowała rzeźbę nagich postaci przy nowym basenie, skuć penisa mężczyźnie. Taka pruderia lewicowego prezydenta we współczesnym świecie jest istnym novum, ale zdaje się to potwierdzać tezę, że to co łączy polityków SLD to nie lewicowy światopogląd ale żądza władzy. No ale wiadomość poszła w świat, dotarła do uszu i oczy o wiele większej liczby osób, niż koncert z okazji Dni Województwa Lubuskiego, a przecież to "Myślisz lubuskie - mówisz Zielona Góra". Dzięki prezydentowi Zielonej Góry "marka lubuska" wzbogaciła się o bezpłciowość.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Jak hartuje się marka lubuska.

Dziennikarze lubuscy wyprodukowali już niezłą wierszówkę poświęconą idei tworzenia marki lubuskiej. Okazuje się po raz kolejny, że warto zajrzeć do źródła z którego czerpali oni swą wiedzę.
W materiałach dla prasy na wojewódzkiej stronie można znaleźć prezentacje: Raport z konsultacji społecznych oraz Marka lubuska. Raport otwarcia - analiza obecnego wizerunku. Warto zwrócić uwagę na informacje pominięte przez dziennikarzy. Z pierwszej można się dowiedzieć, że doborem respondentów zajął się Wydział Promocji Departamentu Promocji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego. Nie dowiadujemy się jakie kryterium selekcji respondentów przyjęto, zakładam, że przyjęto właściwe, tak żeby wyniki były odpowiednie. Oczywiście badani ze wszystkich grup widzą potrzebę wykreowania i wdrożenia marki. Okazuje się, że badani mimo wszystko widzą sztuczność podziału administracyjnego. Ale analizująca dr Karolina Janiszewska prostuje te brzydkie zachowanie stwierdzając, że "część miejscowości ma w nazwie przymiotnik 'wielkopolski' - co w jakimś stopniu może zaburzać tożsamość mieszkańców". Pani doktor, miejscowości lubuskiego mają też w nazwie "śląski" (np. Książ Śląski) i "łużycki" (np. Lipinki Łużyckie), czy w ramach Gleichschachtungu podczas tworzenia waszej marki mają zostać usunięte?!
W drugiej prezentacji, można znaleźć obok oklepanych frazesów powtarzanych od lat przez speców z departamentu promocji informacje o wizerunku mieszkańców lubuskiego wśród mieszkańców ościennych województw. Żaden lubuski dziennikarz nie zająknął się, że bardzo często lubuskie kojarzy się im z ubóstwem i bezrobociem a także z krasnalami ogrodowymi. Nikt nie potrafił wskazać żadnej atrakcji turystycznej w woj. lubuskim a od tylu lat pracują w pocie czoła pracownicy rzeczonego departamentu. Tyle farby i papieru zmitrężono na błyszczące foldery rozdawane na targach turystycznych a tu taka klapa. Zapewne wydział promocji województwa lubuskiego nie dobrał odpowiednich respondentów.

wtorek, 26 stycznia 2010

Wieści z krainy nigdzie.

Trwają wytężone prace zlecone przez Marszałka w celu stworzenia "marki lubuskiej". Strategię ma przygotować warszawska agencja Studio Bakalie, której pracownicy zapewne do niedawna sami nie wiedzieli, gdzie leży jakieś województwo lubelskie a może lubuskie. Dziennikarze, choć przekazali znaną od lat prawdę, że lubuskie nie jest znane szerzej w kraju nie zapytali w jaki sposób przeprowadzone zostało badanie. Mnie niezwykle ciekawi, czy pytania w badaniu były otwarte, czy zamknięte. Tylko przy tych pierwszych można jednoznacznie stwierdzić, czy i jak lubuskie jest rozpoznawalne w kraju i za granicą. Obawiam się jednak, że wybrano technicznie łatwiejsze rozwiązanie drugie a zatem zasugerowano respondentom odpowiedzi. Świadczyć o tym może fakt, że wśród najczęściej padających odpowiedzi znalazły się hasła: Zielona Góra, Zagłębie kabaretowe, Wino, Falubaz, Gorzów Wlkp., Stilon, Stal, Kazimierz Marcinkiewicz. Ładne i medialne hasełka. Na podstawie takiej analizy znowu strategia oparta zostanie na promowaniu żużla, który nie należy mimo wszystko do najpopularniejszych sportów w Europie, kabaretach i winiarstwie, które o wiele lepiej rozwija się na Podkarpaciu i Dolnym Śląsku. Czyli nic się nie zmieni, dalej atrakcje wojewódzkie kończyć się będą na sztandarowych produktach rywalizujących stolic. Kompletnie pominięto wielowiekową odmienność i różnorodność kulturową obszarów z których stworzono sztucznie województwo.
Tymczasem nadal trwa farsa pod tytułem "Port Lotniczy Zielona Góra w Babimoście", z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego wynika, że liczba pasażerów korzystających z tego lotniska wciąż spada. W porównaniu z rokiem 2008 spadek wyniósł ponad 40%! Dziennikarz Radia Zachód pociesza jednak "lotnisko w Babimoście jest jednocześnie jednym z trzech w kraju, które odnotowały wzrost liczby tzw. operacji pasażerskich. W Babimoście wyniósł on prawie 5 procent." Kompletnie zlekceważył przy tym fakt, że JetAir lata do Drezna z międzylądowaniem w Babimoście. Firma może sobie na to pozwolić, bo dzięki umowie z Urzędem Marszałkowskim dostaje niemałe pieniądze także wtedy, gdy wozi powietrze. Robiąc międzylądowanie w Babimoście JetAir wywiązuje się z umowy z Marszałkiem, dostaje kasę a że prawie nikt nie lata z Babimostu do Warszawy lub Drezna? Takie rzeczy tylko w "krainie nigdzie", czyli w lubuskim a może lubelskim?

czwartek, 27 sierpnia 2009

Babliońska pycha.

Władze samorządowe najsłabszego województwa w kraju uznały, że najwyższy czas zafundować sobie wspaniałą siedzibę. Oczywiście w czasach nagłaśnianego przez media kryzysu, na półtorej roku przed nowymi wyborami władza lubuska nie odważyła się zafundować całkowicie nowego gmachu. Stanęło więc na gruntownej przebudowie socrealistycznego gmaszyska oraz dobudowaniu nowych pomieszczeń. Dyrektor lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego Andrzej Świder uzasadnia niemałe wydatki na przebudowę i rozbudowę budynku: "Przejmujemy coraz więcej kompetencji, z roku na rok rośnie liczba urzędników, a miejsca do ich pracy jest coraz mniej". Oto właśnie sukces po lubusku - żaden z istotnych wskaźników świadczących o rozwoju województwa nie rośnie, wzrasta za to liczba urzędników. Dla kogo więc powstało to województwo, w którym nie ma pieniędzy na np. remont koszmarnej drogi nr 138 (Gubin - Torzym) czy salę gimnastyczną wiejskiej szkoły w Lubiszynie a jest kasa na generalny remont sali kolumnowej i gabinetu Marcina Jabłońskiego oraz megalomańską rozbudowę Urzędu Marszałkowskiego???

piątek, 31 lipca 2009

Lubuski Urząd Marszałkowski najgorszy.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przygotowało ranking instytucji, które zajmują się przyjmowaniem wniosków o dotacje oraz ich oceną i przyznawaniem wsparcia. Lubuski Urząd Marszałkowski zajął najgorszą pozycję w kraju otrzymując aż 41 punktów ujemnych!(najlepszy – Urząd Pracy w Gdańsku dostał 36 pkt. dodatnich) Tłumaczy się Waldemar Sługocki (dyrektor Departamentu LRPO): „To nie jest adekwatna ocena naszej pracy. Wyniki, jakie osiąga urząd we wdrażaniu regionalnego programu operacyjnego, pokazują zupełnie inny obraz.” Dodaje, że pod względem wydatkowania funduszy unijnych oraz tempa podpisywania umów lubuskie zajmuje trzecie miejsce w kraju. Jeśli zaś spojrzeć na wykorzystanie zaliczek, to region jest na drugim miejscu. No tak, no to teraz wiadomo, dlaczego na liście indykatywnej LRPO znalazła się tak wielka liczba projektów, które nie powinny zostać zakwalifikowane do listy indykatywnej LRPO, ze względu na ich wybitne lokalny a nie regionalny charakter. Moim zdaniem ludziom Marszałka zależy po prostu na maksymalnym przyspieszeniu wydawania pieniędzy, a wiadomo, że „co nagle to po diable”. Jasne też, dlaczego tak ważne okazują się naciski polityków na Marszałka – jego ludzie klepną każdy projekt, którzy politycy zachwalą jako dopracowany. Potwierdza to analiza kiepskich wyników LUM - urząd najgorzej wypadł pod względem tempa realizacji najważniejszych dla regionu projektów wpisanych na listę indykatywną LRPO. Dla żadnego z tych projektów nie złożono na koniec 2008 r. wniosków o płatność. LUM został także najsłabiej oceniony podczas audytu, który ocenił przygotowanie urzędów do wdrażania funduszy. Urząd Marszałkowski dostał aż 39 istotnych rekomendacji dokonania poprawek w swoim funkcjonowaniu. Waldemar Sługocki zapewnia oczywiście, że wszystkie poprawki zostały już wdrożone. Czy faktycznie tak się stało okaże się gdy za rok przyjdzie czas oceny tempa realizacji projektów LRPO. Wieszczę, że przy takim jak obecnie sposobie wpisywania projektów do LRPO (naciski – lobbing lokalnych polityków szykujących się do przyszłorocznych wyborów m. in. na prezydenta Zielonej Góry) okaże się, że tempo wcale nie przyspieszy. Co powiedzą wtedy ludzie Marszałka?

poniedziałek, 18 maja 2009

Sukces po lubusku.

Zielonogórski dodatek Gazety Wyborczej od jakiegoś czasu prezentuje wspomnienia z mniej lub bardziej prominentnych zielonogórzan z 20 lat życia w wolnej Polsce. Ostatnio pojawiła się opowieść prezesa firmy Gazstal Piotra Pudłowskiego pt. "Wróciłem do mojego miasta"
Zwierza się czytelnikom: "Do kraju wróciłem na dobre w 1992 r. Założyłem firmę konsultingową. Później w 1994 r. w kilka osób założyliśmy Gazstal. Zajmujemy się handlem. To jest tak jak z każdą inną firmą. Nawet w małej piekarni dwa plus dwa jak daje cztery, to biznes idzie dobrze. A jak nie daje, to trudno. Na szczęście władza mnie nigdy nie kusiła. Mam na tyle krytycyzmu w sobie, żeby wiedzieć, że się do tego nie nadaję. Jestem człowiekiem otwartym, jestem za szczery. Więc skończyłbym w polityce, jeszcze nim bym zaczął." Ciekawe informacje nt. skromnej kariery pana prezesa można znaleźć w artykule w portalu Energia. org. pl pt. "Gazowa pijawka": (...) "Gazstal stał się spółką osób prywatnych i jednego dużego udziałowca - PGNiG. Marka tego dużego przedsiębiorstwa była swoistą rekomendacją, otwierającą spółce drzwi w hutach i bankach. Ta mała firemka zatrudniająca w sumie 13 osób, w tym jednego handlowca, mieszcząca się w niewielkim budyneczku, z małym magazynem i niewielkim placem składowym, stała się monopolistą w dostawach rur dla PGNiG. Jej zyskiem była marża. Jak ustalili audytorzy, Gazstal kupował towar bez rabatów i upustów i odsprzedawał je PGNiG nawet z blisko 9-procentową marżą. Dla porównania - w niewielkiej liczbie kontraktów, jakie Gazstal zawierał z innymi odbiorcami niż PGNiG, marże sięgały najwyżej 3 procent. Dostawy były ogromne, więc i zyski niemałe. Na przykład w 2004 roku Gazstal sprzedał PGNiG rury za ponad 30 mln złotych, a w 2005 roku za ponad 60 mln.(...) 11 maja 2005 roku zarząd PGNiG podjął niezwykle łaskawe dla Gazstalu decyzje. Po pierwsze, spółka otrzymała gigantyczny kontrakt na 50 mln zł, mimo że wcześniej PGNiG zamierzał wydać na rury 11 mln zł mniej. Po drugie PGNiG postanowił szybko sprzedać udziały w Gazstalu. Teraz Komisja Papierów Wartościowych mogła sobie kopać i prześwietlać, co chciała - nie ma udziałów, nie ma pasożyta, nie ma problemu (...) w sierpniu 2005 roku. 27 proc. udziałów kupił od PGNiG Piotr Pudłowski za 700 tys. zł. W ten sposób w jego rękach znalazło się już 52 proc. udziałów. I pewnie cisza by zapadła, gdyby się wspólnicy nie pokłócili. Tadeusz Kulczyk poczuł się oszukany i zaczął głośno protestować przeciw sprzedaży udziałów Pudłowskiemu. Stwierdził, że inni udziałowcy nie mieli w tej walce równych szans, i złożył doniesienie do prokuratury, a jego prawnicy poprosili o nadzór nad śledztwem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Tadeusz Kulczyk sugeruje, że zakup udziałów przez Pudłowskiego jest wynikiem jego układów i politycznego poparcia. - Pewnych rzeczy mogę się domyślać, bo jeżeli ktoś kupuje akcje i na drugi dzień mianuje szefem rady nadzorczej Piotra Czyżewskiego, ministra skarbu w rządzie Leszka Millera, to nie jest przypadek - mówi Kulczyk (...)"
Abstrahując od rekinów lubuskiego biznesu, w GW ukazał się artykuł: "Fundusze unijne: woj. lubuskie na końcu". Cóż, jakoś mnie tytuł nie zdziwił, treść również. Artykuł kończy się przelubuską konkluzją: "W tym roku Urząd Marszałkowski postawił na projekty kluczowe, m.in. na budowę hali sportowej w Zielonej Górze czy Centrum Edukacji Artystycznej w Gorzowie." O ile w przypadku gorzowskiego CEA łatwo wskazać znaczenie regionalne inwestycji, to ciekawe jakie kryteria przyjęto uznając zielonogórską halę sportową za priorytetowy projekt LRPO, czemu inne miasta nie mogły liczyć na finansowanie swych hal sportowych z LRPO? W sumie nie ważne, papier wszystko przyjmie. Ważne by stolica rosła w siłę, a ludzie w niej żyli dostatniej przecież wiadomo, że każda miejska inwestycja w Zielonej Górze ma znaczenie regionalne. Wiadomo przecież dla kogo to województwo powstało...

sobota, 24 stycznia 2009

Lubuskie "specjalysty".

Nazwisko Jana Winnickiego granego przez Janusza Gajosa w serialu Alternatywy 4 otwierało wszystkie najważniejsze drzwi do kariery. Jego postać była satyrą na klientelizm i kumoterstwo kierowniczej elity PRL. Kraju w którym osobiste układy i zależności były o wiele ważniejsze niż wiedza i kompetencje.
Zielonogórski dodatek GW donosi w artykule Urzędy "ustawiają" konkursy na stanowiska o wynikach kontroli NIK w Urzędzie Marszałkowskim:
"Sprawdzano okres od stycznia 2006 r. do kwietnia ub.r. Sporych uchybień NIK dopatrzył się w Urzędzie Marszałkowskim. Jak tłumaczą audytorzy, urząd tak formułował wymagania, aby wybrać tych, których preferował. Dla przykładu, od kandydata na stanowisko zastępcy dyrektora departamentu rozwoju regionalnego oczekiwano ukończonych kursów z zakresu protokołu dyplomatycznego. Zatrudniono pracownika urzędu, który uczestniczył w jednodniowym seminarium "Protokół dyplomatyczny w praktyce". Z kolei od kierownika wydziału skarbu wymagano dobrej znajomości języka francuskiego. Wybrano pracownika urzędu, który w chwili naboru był inspektorem w tym departamencie i mógł się wykazać jego biegłą znajomością. Gdy szukano kierownika wydziału płac, nie wskazywano profilu ukończonych studiów wyższych, ale wymagano studiów podyplomowych z rachunkowości. - To spowodowało, że z przyczyn formalnych nie kwalifikowałaby się absolwent studiów wyższych w zakresie rachunkowości, który jednocześnie nie ukończył studiów podyplomowych z rachunkowości. W efekcie stanowisko obsadzono pracownikiem urzędu, który posiadał wykształcenie wyższe rolnicze - zarzucają kontrolerzy."
Z kolei Gazeta Regionalna w artykule "Łaskawość Unii" a za nią GL i RZ poruszyły kwestię dotacji z Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego dla spółki Sun-D-Yan. Według biurokratów z Urzędu Marszałkowskiego 1 mln 680 tys. zł ma trafić do firmy przeciw której toczy się kilka spraw dotyczących zadłużenia wobec byłych pracowników i ZUS a jej konta zajęte są przez komornika. Sprawę komentuje e-gorz:
Ten przypadek pokazuje wyraźnie jak oceniane są wnioski pod względem merytorycznym i jak niekompetentni (całkowicie przypadkowi) ludzie je oceniają. Prawdą jest to co mówi pani rzecznik, że na tym etapie Urząd Marszałkowski nie mógł sprawdzić zaległości wobec ZUS i innych. Jednakże dofinansowanie ze środków UE dotyczy max 50% a drugą połowę środków ma pochodzić od przedsiębiorcy. Ponadto dofinansowanie jest refundacją stąd przedsiębiorca musi wyłożyć 100% środków a dotacja jest refundacją po zrealizowaniu inwestycji. Pytam więc jak zweryfikowano zdolność tego przedsiębiorstwa do sfinansowania całości inwestycji (chyba ponad 3 mln zł). Jeżeli występują takie zaległości to z pewnością firma nie uzyskała i nigdy nie uzyska kredytu bankowego. Powtarzam zatem, w przypadku tym wyraźnie obnażyła się niekompetencja urzędników i powołanych do oceny wniosków asesorów. Jeżeli ten wniosek i przedsiębiorca został tak "pozytywnie" oceniony to jak oceniano inne??. Ile jeszcze znalazłoby się takich "kwiatków" gdyby rzetelnie poszukać ? Wydaje mi się że sprawą powinny zainteresować się organy kontrolne a może nawet organy ścigania. Kolejna żenada ze strony UM i tyle.
Po takich informacjach trudno mieć złudzenia, że władze samorządowe woj. lubuskiego potrafią skutecznie pracować na rzecz rozwoju województwa.

czwartek, 26 czerwca 2008

Łatanie Titanica.

Raport NIK z kontroli w Urzędzie Marszałkowskim przynosi bolesną dla polityków prawdę o woj. lubuskim. Ustalenia pokontrolne mówią o:
  • Braku podstaw wynikających z przepisów prawa do wyemitowania obligacji w kwocie 85 mln zł na sfinansowanie planowanego deficytu w budżecie Województwa Lubuskiego Nierzetelne planowanie dochodów i wydatków,
  • Wydatkowaniu środków pochodzących z emisji obligacji na inne cele niż określone w warunkach emisji obligacji,
  • Manipulowanie deficytem budżetowym w celu uzyskania zgody na nieuzasadnione zaciągnięcie zobowiązań obciążających samorząd województwa przyszłych kadencji
Broniący Marszałka internauta używający nicka nicelus pisze na forum GW:

(...) rodzi się też drugie (pytanie - przyp. croolick). czy ratowanie województwa powinno być karalne, jeżeli jego powołanie nie jest karalne? z informacji w gazecie lubuskiej wynika, że marszałkowi zarzuca się de jure nie tylko uratowanie babimostu, ale również wojewódzkiego
szpitala w gorzowie, co oznacza de facto uratowanie województwa lubuskiego. (...)

Choć nie zgadzam się z kreowaniem Marszałka na wybitnego specjalistę i męża opatrznościowego, to uważam, że nicelus ma 100% rację pisząc dalej:

za to że całe województwo lubuskie jest olbrzymich rozmiarów stratą dla podatnika nie powinien odpowiadać obecny marszałek, tylko powinni przed sądem odpowiadać wszyscy politycy którzy o powołanie tego województwa walczyli.