Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GL. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 grudnia 2015

Puk, puk. Kto tam? Komornik!

 

W samorządzie siedzą jak na szpilkach zadając sobie pytanie, co ten PiS ("PiSdzielce", "PiSuary", "PiSiory" w mowie pojednania "obrońców demokracji") wykombinuje? Ograniczą liczbę naszych dożywotnich dotąd kadencji? Jak głęboko będą czyścić różnorakie agencje, spółki i zarządy oraz inne dziwne samorządowe "synekuro-twory"? Będzie 17. województwo a w związku z tym przyśpieszone wybory samorządowe? Co do ostatniego to proponuję zlikwidować lubuskie i rachunek będzie się zgadzał. Zresztą byłaby to słuszna kara za wystąpienie posła Asta w Trybunale Konstytucyjnym;-) Ponadto po utworzeniu woj. środkowopomorskiego, zachodniopomorskie mocno zostanie okrojone, więc północ dawnego lubuskiego mogłaby w tym województwie odgrywać bardzo ważną rolę. 
No ale może ustawodawca wcale nie musi zmieniać podziału administracyjnego, skoro niedługo może to zrobić... komornik?
Oto właśnie konta lubuskiego samorządu wojewódzkiego zajął komornik:-) Za co? Ano dziesięciu rolnikom z dwóch lubuskich gmin należało się ponad 2 mln zł za zalane pola. Płacić miał Urząd Marszałkowski, który jednak nie płacił. Prawnicy rolników zwrócili się zatem do komornika, a ten zajął konto urzędu.
Wyroki w szczecińskim sądzie, tak szczecińskim (kolejny argument za przyłączeniem północnej części lubuskiego do zachodniopomorskiego;-) ) zapadły pod koniec października. Bagatela ponad pięć lat po tym, jak pola uprawne wzdłuż kanałów: Postomskiego, Marianowskiego i Krępińskiego w gminach Krzeszyce i Słońsk zostały zalane. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że zawinił Lubuski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Zielonej Górze, który nie czyścił rowów melioracyjnych. Jak działa ta instytucja przekonałem się na własnej skórze, polecam gwoli przypomnienia post: "Za siedmioma ulicami, za siedmioma skwerami, za siedmioma blokami..."
O tym jak funkcjonuje lubuskie, jak wydawane są tu publiczne pieniądze dobitnie świadczy przykład rozbuchanej marszałkowskiej inwestycji winarskiej. W artykule GL pt. "Centrum Winiarstwa w Zaborze: pustki, nuda, wstyd" można przeczytać:
„Czynne od wtorku do niedzieli w godz. 10.00-18.00” - czytamy na kartce zawieszonej na bramie wjazdowej do centrum. Odwiedziliśmy je w piątek, po 10.00. Ale na miejscu nie czekały nas żadne atrakcje, które miałyby związek z winem. - Teraz lepiej nie wchodzić, państwo podłogę dopiero co wyszorowali, szkoda by ich pracę marnować - usłyszeliśmy od pracownika, który na pytanie o to, co w centrum można zobaczyć, odpowiedział, że... niewiele.
Mój ulubiony pracownik samorządowy - złotousty rzecznik Michał Iwanowski zapewnia, że w przyszłym roku będzie lepiej, bo wywalą jeszcze kolejnych 200 tysi na promocję. Dokładnie ten sam schemat myślenia, co budowniczych Portu Lotniczego Radom, dla których receptą na to, że nikt nie chce stamtąd latać jest... wydawanie kolejnych publicznych milionów.
A ja myślę, że po prostu niech władze centralne zaczną w końcu sprawdzać, czy lokalne inwestycje przynoszą zamierzone efekty (ale w rzeczywistości a nie na papierze!) a przede wszystkim, czy są realizowane społecznie ważne interesy. Jeśli nie spełniły zakładanych warunków to pieniądze powinny wracać np. unijne dotacje z RPWL. A jak nie, to komornik. Niech Zarząd Województwa w końcu zacznie ponosić odpowiedzialność za wyrzucanie pieniędzy w błoto. Jak komornik częściej będzie gościł przy Podgórnej, to likwidacja lubuskiego będzie powszechnie akceptowaną koniecznością...

niedziela, 28 października 2012

Рэспубліка Lubuska


Polscy dziennikarze donoszą z oburzeniem, że syn Wiktora Janukowycza, prezydenta Ukrainy (tej "niebieskiej", co się w Polsce nie lubi, w przeciwieństwie do tej "pomarańczowej", której nie chce większość Ukraińców), Ołeksandr w kampanii wyborczej chwali się lokalnymi inwestycjami, które załatwił jego ojciec. Oburzeni dziennikarze z "Zapada Jewropy" donoszą o kupowaniu głosów przez kandydatów (oczywiście tylko tych "niebieskich") oraz... uwaga, uwaga! Zarzucają, że teksty wyborcze są nie do odróżnienia od innych tekstów w prasie. 

Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz!

A u nas to jak jest? Co robią te artykuły o wspaniałości wojewódzkich elyt z facjatami wretuszowanymi w Photoshopie, co rusz pojawiające się np. w Gazecie Lubuskiej? Że nie ma akurat wyborów? Tym bardziej oburzające jest, że wydawane są na taką promocję polityków niemałe publiczne pieniądze pod różnymi pretekstami. Kampania wyborcza rządzących trwa u nas na dobre przez cały okres międzywyborczy.
No a jak było u nas choćby przed ostatnimi wyborami? Ten nagły wysyp troski, te gospodarskie wizyty urzędujących polityków, te utyskiwania nad losem pokrzywdzonych i stos obietnic. A wszystko to obficie relacjonowane przez lokalne media, które żyją w dużym stopniu od insertów, dodatków, promocji z budżetu, który rozdzielają rządzący.
Przed wyborami miał też miejsce ciekawy wyścig na oświadczenia. Jolanta Fedak zdążyła przed posłanką BB  ogłosić, że S3 będzie dalej budowana.
Na nic zdały się pojawiające się w sieci informacje o lobbystach z Poznania, Łodzi i Warszawy, którym S3 była i jest na rękę, ale głównie do autostrady A1, bo wtedy służy im, dlatego nie było problemu, żeby wtedy przeforsować kontynuację budowy. 
No a jak dziś skończyły się te deklaracje? Okazuje się, że rząd może nie dać kasy na kontynuację S3 na południe...
Posłanka BB zwołuje konferencję prasową i teraz rodzą się następujące pytania:
  • Czy ktoś wymyślił plotkę żeby ogłosić "sukces", że niby to coś robi i coś się "uratowało" i być może chce w ten sposób zorganizować jakąś formę protestu, czyli zmobilizować elektorat. A w związku z tym ogłaszane plany budowy S3 nie są zagrożone.
  • Albo faktycznie, z braku kasy w skarbcu państwowym, lobbyści z Poznania i Wrocławia się dogadali...
Minister Sławomir Nowak obiecuje, że kasa na S3 będzie, ale... w "nowej perspektywie finansowej" unijnych środków. Rząd w kampanii obiecywał, że załatwi z Unii 300 mld, ale można być pewnym, że w obliczu kryzysu ekonomicznego dotykającego szczególnie boleśnie strefę euro, takich pieniędzy raczej nie będzie. Będzie mniej, ale o ile? To się okaże (przed tym, Tusk wykona kilka a właściwie już wykonał pierwszą z dramatycznych figur retorycznych pod hasłem, ja przekonywałem, szaty rozdzierałem, ale zła Unia/Brytole/Eurozona nie dała). Czy z tego, co do Polski trafi znajdą się środki na dokończenie S3 i A18? To będzie prawdziwy sprawdzian lubuskich parlamentarzystów, którzy we własnych słowach, są tacy omnipotentni...
Cóż jak się nie okaże, to nasi dziennikarze dalej będą donosić o krwiożerczym Łukaszence, co znowu podniósł ceny na Białorusi, tak jakby u nas wszystko taniało... Młodzież ma brać w amerykańskich "prawyborach" organizowanych w szkołach, jak choćby w zielonogórskim III LO a nie stawiać trudne i niebezpieczne dla niektórych pytania o region i kraj w którym żyją. Swoją drogą to ciekawi mnie, jak organizowane są takie "prawybory", czy organizujący je nauczyciele zdają sobie sprawę ze skomplikowanego sposobu wyboru amerykańskiego prezydenta (np. różne metody oddawania głosu, w każdym stanie inne, głosowanie korespondencyjne, wykluczanie pewnych grup wyborców np. z powodu braku dokumentu tożsamości ze zdjęciem, którego posiadanie wcale nie jest regułą ani obowiązkiem etc.) a przede wszystkim czy są to tak jak w Stanach wybory niebezpośrednie? Kto stanowi kolegium elektorskie? Jak podzielono szkołę na stany?

niedziela, 13 lutego 2011

Wpływowa w wieży samotności.

Gazeta Lubuska obwieszcza: Bożenna Bukiewicz to ma wpływy! i informuje: Posłanka Platformy Obywatelskiej Bożenna Bukiewicz z Zielonej Góry jako pierwsza w naszym plebiscycie Wpływowy 2010 przekroczyła granicę ponad 1 tys. głosów. Ma dwa razy więcej głosów, niż goniący ją partyjny kolega Witold Pahl z Gorzowa. Co to za opiniotwórczy konkursik? Gazeta wyjaśnia: Głosowanie zakończymy 26 lutego 2011 o 23.59, a jeszcze przez dziewięć dni można zgłaszać kandydatów. Jak to zrobić? Wystarczy na adres wplywowy@gazetalubuska.pl wysłać mail, a w nim podać imię i nazwisko oraz stanowisko lub funkcję kandydata, krótkie uzasadnienie oraz imię, nazwisko, telefon i adres osoby zgłaszającej.
Nie wątpimy, że Bożennnnnnna ma wypływy. Kto, jak kto ale tylko ona w tym województwie, parafrazując słowa piosenki: "Stawia świat na głowie do góry nogami. Na odwrót i wspak bawi się słowami. Na białym czarnym kreśli jakieś plamy".
Niewątpliwie ma kobieta wpływy ale w końcu każdy e-malie pisać może. Nie doczekanie, by ktoś z północy wygryzł ją z pierwszego miejsca. Lecz "CTRL+C" i "CTRL + V" znacznie ułatwia sprawę.
Komu ze zwykłych czytelników GL chciałoby się pisać maila z uzasadnieniem, wraz z podaniem danych osobowych? Ale czego w końcu są listy poparcia np. list kandydatów na radnych z ubiegłorocznych wyborów samorządowych? Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że ten plebiscycik to wyzwanie dla partyjnych działaczy a nie czytelników GL. Zresztą, jaki sens ma takie głosowanie, poza połechtaniem próżności prowincjonalnych polityków? Tylko oni będą się liczyć w takim głosowaniu, bo któż ma dostęp do danych osobowych z list poparcia? Komuż zależy na pokazaniu swej władzy? To raczej powinien być plebiscyt na najbardziej rozbuchane ego.
Swoją drogą, ludzka ta gazeta, że nie zrobiła głosowania sms, jak w poprzednich latach. Trochę kasy zostanie więc w kieszeniach tych, co chcą być uważani za wpływowych. Odciski na opuszkach palców od wysyłania maili to koszt niewielki, by cieszyć się "zaszczytnym" tytułem "Wpływowy 2010".

czwartek, 20 stycznia 2011

Inspektor Gadżet.

Po przewrocie pałacowym zawsze gawiedź może dowiedzieć się jak żył obalony satrapa i jego otoczenie. Następcy nie odmówią sobie przyjemności przekazania ludowi informacji o zbytku i luksusie w jakim pławił się ancien régime, by go skompromitować i obrzydzić do szczętu. Najpierw gruchnęła wieść, że b. marszałek Marcin Jabłoński wciąż używa służbowej Hondy. Miała to być marszałkowska limuzyna Accord, ale okazało się, że to jeno kompaktowy Civic, który jak tłumaczy były marszałek, służył mu jako bagażówka a i tak stoi sobie pod płotem w Słubicach, bo nie ma go kiedy oddać.
Zaraz potem GL doniosła, że były Zarząd nie oddał służbowych gadżetów - netbooków i telefonów. Co ciekawe, to nie były pierwsze lepsze modele o korzystnym stosunku jakość/cena ale designerskie i lanserskie Sony Vaio, oraz iPhone do którego przywiązał się M. Jabłoński. Czy naprawdę członkowie Zarządu muszą używać sprzętu w którym, co najmniej połowa ceny to koszty promocji i marketingu producenta?
Z kolei przy okazji czyszczenia Urzędu Marszałkowskiego, poleciała głowa Wojciecha Woropaja a wraz z nią informacja, że wynajmowano 1,3 tys. m kw. powierzchni biurowej poza centrum dla Departamentu EFS za ponad 43 tys. zł miesięcznie.
Pewnie będą kolejne rewelacje.

wtorek, 12 października 2010

Lans dla mas.

Lubuskie media donoszą, że marszałek Jabłoński dostał Oskara! Czyżby to miało coś wspólnego z konkursem Gazety Lubuskiej pt. Zostań lubuskim Spielbergiem? Nie. Marszałek jest zbyt zajęty wytężoną pracą nad budową lubuskiej potęgi, by kręcić filmy.
Okazuje się, że mało znana i równie niewiele znacząca organizacja z Częstochowy przyznała Marszałkowi nagrodę im. Grzegorza Pałki jak pisze GL: to prestiżowe wyróżnienie nazywane "samorządowym Oscarem" przyznawane jest za wybitne zasługi dla samorządu terytorialnego. Dalej można przeczytać: Jak poinformował na swoim Facebooku marszałek, jest to dla wielki zaszczyt. "Bardzo dziękuję lubuskim parlamentarzystom, samorządowcom oraz Członkom Zarządu Województwa Lubuskiego za okazane poparcie. Ta nagroda to sukces całego regionu."
Jako mieszkaniec województwa cieszę się niezwykle z tego ogromnego sukcesu. Duma mnie rozpiera, że wielkość naszego Marszałka dostrzeżona została w metropolii częstochowskiej przez organizację o tak ładnej nazwie jak Liga Krajowa. Do tego tej organizacji przewodzi nie byle kto, według ich strony przewodniczącym Ligi Krajowej jest Prezydent Miasta Częstochowy Tadeusz Wrona. Jako że strona nieaktualizowana od dawna, pewnie członkowie Ligi przez ostatnie 9 miesięcy od ostatniej aktualizacji pochłonięci byli analizą dokonań M. Jabłońskiego, zapomnieli dodać, że T. Wrona w listopadzie zeszłego roku został usunięty z urzędu przez mieszkańców. 94,3% biorących udział w referendum nie chciało przewodniczącego Ligi Krajowej na stanowisku prezydenta. Teraz on i jego ludzie przyznają przed wyborami nagrody...
Aby sukces był jeszcze większy może Panie Marszałku przyjmie też Pan nagrodę od Wielkiej Kapituły Bloga ZlikwidujMY Lubuskie! To bardzo prestiżowa nagroda im. Jana Samochwały nazywana Noblem niepotrzebnych województw. Gratis Szanowna Kapituła dorzuca któryś ze szlacheckich tytułów, które można kupić w internecie. Co będzie lepsze? Lord, baron, markiz? Tytuł na własny koszt oprawimy w antyramkę. Będzie pięknie prezentował się na ścianie pośród nowych mebelków.

środa, 28 lipca 2010

Jak będzie tym razem?


W poniedziałek (26 VII) kontaktował się ze mną redaktor GL Dariusz Chajewski, który chciał otrzymać informacje nt. mojego stanowiska w sprawie likwidacji lubuskiego. Mając w pamięci fatalne doświadczenia z Michałem Iwanowskim, który dopuścił się żenującej manipulacji moją wypowiedzą w pierwszej chwili nie byłem skory do podjęcia tematu. Jednak D. Chajewski należy do tych dziennikarzy GL, którego artykuły cenię, niemniej pomny przykrych doświadczeń opublikuję pełną treść mojego stanowiska, które przesłałem redaktorowi:

Po pierwsze uważam, że powstanie województwa lubuskiego jest niezgodne z Art. 5a.ustawy z dnia 24 lipca 1998 r.o wprowadzeniu zasadniczego trójstopniowego podziału terytorialnego państwa. Artykuł ten stanowi:
"(...)Przy dokonywaniu zmian granic województw należy dążyć do poprawienia warunków wykonywania zadań publicznych o charakterze wojewódzkim oraz zachowania regionalnych więzi społecznych, gospodarczych i kulturowych."
Tymczasem województwo nie jest zintegrowane komunikacyjnie, dojazd do stolicy województwa (Gorzowa Wielkopolskiego) z Żar, czy Żagania jest bardzo utrudniony. Nie ma połączenia kolejowego, nie będzie autostrady, trasa S3 nigdy tu nie dotrze. Układ szlaków komunikacyjnych jednoznacznie preferuje połączenia z Wrocławiem, także samej Zielonej Góry ("Odrzanka", S3, autostrada A18). Powiązania gospodarcze między północna a południową częścią województwa są słabe, jak również nie wytworzyła się wspólnota kulturowa. A propos. Tworzenie tożsamości lubuskiej jest niezgodne z prawdą historyczną. Lubusz pozostaje poza granicą Polski, tak jak większość obszaru, który można nazwać Ziemią Lubuską. Zresztą nawet istnienie we wczesnym średniowieczu plemienia Lubuszan jest wątpliwe (w istnienie tego plemienia wątpił już w latach 50. XX w. Jan Natanson-Leski), więc nawet trudno mówić o jakiejś odrębności Ziemi Lubuskiej, a Lubusz do połowy XIII w. był grodem śląskim. Mieszkańcy woj. lubuskiego pod względem kulturowym nie różnią się od mieszkańców sąsiednich województw: dolnośląskiego i zachodniopomorskiego stanowiąc mieszankę osadników i ich potomków z Polski Centralnej, Wielkopolski i repatriantów ze Wschodu. Obecna strategia tworzenia "marki lubuskiej" całkowicie pomija śląską, łużycką, wielkopolską i marchijską przeszłość ziem tworzących województwo lubuskie. Niestety to nie jedyny grzech budowania "tożsamości lubuskiej", podczas ostatnich Dni Województwa można było się dobitnie przekonać, że promowana była praktycznie wyłącznie Zielona Góra. Zresztą można odnieść wrażenie, że to województwo służy rozwojowi jedynie tego miasta. Powoduje to nieustanne tarcia z Gorzowem, który jest miastem większym i gospodarczo silniejszym, ale położonym wyjątkowo peryferyjnie w stosunku do demograficznego "środka ciężkości" województwa. Dziś największym pracodawcą w Zielonej Górze są instytucje budżetowe w tym rozbudowana administracja samorządowa. Miasta, które utraciły status wojewódzki potrafią intensywnie ściągać do siebie inwestorów. Najlepszym przykładem jest Legnica z prężną strefą ekonomiczną, także borykający się z trudną restrukturyzacją dotychczasowego przemysłu biedny Wałbrzych potrafi ściągnąć wielu dużych inwestorów. Utrata statusu wojewódzkiego była potężnym impulsem do podjęcia działań służących rozwojowi gospodarczemu. Wierzę, że stało by się tak z Zieloną Górą, chyba że wszyscy stracili już nadzieję, że Zielona Góra potrafi ściągnąć poważnych inwestorów. Nie wszystkie byłe miasta wojewódzkie wyszły z tego obronną ręką, ale to kwestia zarządzania i działań lokalnych polityków. Budowanie przyszłości na rozbudowywaniu administracji, to działania na krótką metę. Choć lubuskie przoduje w wydawaniu środków unijnych to pieniądze te kiedyś się skończą a zasadność ich ekspresowego wydawania budzi poważne wątpliwości. Budowane są np. masowo kryte pływalnie, których utrzymanie będzie w przyszłości kosztować krocie, a także planuje się wydatkowanie ogromnych pieniędzy na port lotniczy w Babimoście, który nie ma szans na rozwój w cieniu Berlin Brandenburg International, poznańskiej Ławicy, wrocławskich Strachowic, czy podszczecińskiego Goleniowa. Jest źle skomunikowany i w zbyt małej odległości od rzeczonych portów lotniczych a kwestia przewozów cargo w oderwaniu od przewozów pasażerskich została jednoznacznie określona jako niemożliwa do zrealizowania w raporcie Pricewaterhouse Coopers. O ile jestem w stanie zrozumieć, dlaczego można znaleźć wielu zagorzałych obrońców lubuskiego w Zielonej Górze czy Gorzowie Wielkopolskim to w miastach tych mieszka jedynie 25% ogółu mieszkańców województwa. Dla pozostałej części mieszkańców pozostawanie w takim, czy innym województwie w życiu codziennym nie ma większego znaczenia. Natomiast istnienie silnych województw ma znaczenie dla tworzenia optymalnych warunków makroregionalnych korzystnych dla rozwoju gmin i powiatów jak również ekonomiki administracji. Dziś w woj. lubuskim utrzymywane są z pieniędzy podatników te same instytucje, co w województwach trzykrotnie większych. Uważam, że albo gminy i powiaty lubuskiego będą czerpać większe korzyści z jego istnienia (np. inwestycje w fatalne drogi wojewódzkie np. skandaliczną 138, czy szlaki kolejowe zamiast w Babimost), lub powinno zostać podzielone zgodnie z pierwotnymi a racjonalnymi założeniami reformy administracyjnej. Jeśli dziś Marszałek mówi o regionalnych "centrach wzrostu", to są nimi metropolie jak Poznań czy Wrocław, które faktycznie wnoszą ogromny wkład w rozwój regionów, których są stolicami. Póki co ani Zielona Góra, ani Gorzów nie mogą aspirować do podobnej roli, ale mogą być znaczącymi ośrodkami lokalnymi w ramach dużych i silnych województw. Niestety lubuskie nigdy nie będzie w stanie osiągnąć potencjału sąsiednich województw, będzie ciągnąć się w ogonie, ścigając się woj. opolskim. Ponadto mnie jako lokalnego patriotę boli, że województwo nie szanuje swych barwnych dziejów, które związane są z historią Śląska, Łużyc, Wielopolski a nie "Ziemi Lubuskiej", która do 1945 r. nie istniała.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Pimp my Lubuskie.

Na stronie Mediów Regionalnych można przeczytać: "Na Gazetę Lubuską zawsze można liczyć; Gazeta Lubuska jest jak przyjaciel - takie zdanie mają o nas Czytelnicy" Czy aby na pewno? Czy przyjacielem może być ktoś, kto ma skłonność do konfabulacji?
Pod patronatem GL ukazał się drugi z kolei, według założeń, album o historii regionu, tym razem pod nazwą pt. "Niezwykli i tajemniczy ludzie Ziemi Lubuskiej”. Rozumiem, że zgodnie z dyrektywami obecnego Zarządu Województwa musi być budowana nowa świecka tradycja "Ziemi Lubuskiej" i "Lubuszan". Ziemi Lubuskiej, która do 1945 r. de facto nigdy nie istniała. Ale pisanie o historii terenów znajdujących się w woj. lubuskim, jako historii "Ziemi Lubuskiej" sprzed tej daty to jawny gwałt na dziejach! Niestety zafałszowywanie dziejów jak widać nie przeszkadza tak czwartej władzy jak i przedstawicielom liberalnej podobno PO. W przypadku dziennikarzy być może chodzi jedynie o regionalną ignorancję, bo nie ma w województwie porządnego programu edukacji regionalnej a program opracowany niegdyś na zielonogórskiej WSP kontynuował ahistoryczną propagandę lubuską rodem z PRL. W przypadku polityków mamy raczej do czynienia z kalkulacją - budowy na siłę jakiejś atrapy tożsamości w obawie przed likwidacją słabego województwa. Przecież w ustawie o samorządzie lokalnym jest mowa o tym, że podział administracyjny musi uwzględniać więzi regionalne a takie w lubuskim jako całości są słabe. Stąd pewnie taki zapał Marszałka w tworzeniu "marki lubuskiej".
Wróćmy do GL. Walcząca o czytelników gazeta coraz częściej podkręca tematy swoich "niusów" nie gardząc także informacjami zarezerwowanymi wcześniej dla tabloidów.
Przy okazji montażu penisa amputowanego na polecenie prezydenta Zielonej Góry GL donosi w tytule: "Operacja przy basenie zielonogórskim. - My chcemy członka! - skandowali zielonogórzanie". Kurcze, byłem przy tym wydarzeniu ale nie przypominam sobie, by ktoś w "dobitny i nienaturalny sposób dzielił wypowiedzi na niezróżnicowane prozodyjnie sylaby bez zaznaczania granic wyrazów". Z treści można się dowiedzieć, że skandujących było dwóch, ja ich nie zauważyłem. Za to podszedł do mnie gość, który zapytał co się dzieje, bo wydarzenie nie wzbudziło jakichś szczególnych emocji, których można by się spodziewać po sensacyjnym tytule. Generalnie przedstawicieli mediów było zdecydowanie więcej, niż widzów. W artykule można przeczytać: "Przed godz. 13.00 Agnieszka Wolska zabrała się za operację przywrócenia swojemu dziełu męskiego organu." Z danych zawartych w moich zdjęciach wynika, że o 13.40 figura nie miała jeszcze przyrodzenia a jego montaż zaczął się jakieś 3 minuty później. Czyżbyśmy byli na dwóch różnych wydarzeniach?

niedziela, 14 lutego 2010

Nieoczekiwane przyśpieszenie lubuskiej marki.

W rozwój "lubuskiej marki" nieoczekiwanie włączają się mieszkańcy, którzy próbują wykorzystać lokalne walory, związane z kalendarzem i porą roku. Ten wkład i zaangażowanie doceniają "przypadkowi czytelnicy" Gazety Lubuskiej, podróżujący po lubuskich rubieżach Rzeczypospolitej.
Redakcja gazety Lubuskiej "dziękuje za ciepłe słowa" podróżnikowi i przypadkowemu czytelnikowi z Mazowsza, który posmakowawszy w stylowym, lubuskim zajeździe o swojsko brzmiącej nazwie "Tadż-Mahal", lokalnej, tradycyjnej kuchni indyjskiej "jakiej nigdy dotąd nie jadł", sfotografował "fantastyczne" i "niesamowite" dzieło. Dzieło będące najlepszym przykładem lokalnej, lubuskiej twórczości ludowej, niespotykanym w innych regionach Rzeczypospolitej i z całą pewnością unikatowym w skali światowej.
Czy uśmiechnięty "Wielki Bałwan z Sulechowa" stanie się jednym z symboli województwa? Może warto spytać o to mieszkańców i czytelników "GL"? Głosowanie poprzez SMS-y (koszt to 2.44 z VAT), byłoby najlepszym przejawem obywatelskiego zaangażowania w budowę "lubuskiej marki".

p.s.
Niestety GL usunęła już rzeczony tekst pt. "Wielki bałwan Z Sulechowa budzi podziw gości spoza regionu", który w wersji ocenzurowanej pt. "Bałwan gigant w Sulechowie" wrócił na stronę. Po starym "niusie" pozostał ino osierocony wątek na forum. Gdyby jednak redakcja usnęła także wpisy na forum, zachowałem screen na wieczną pamiątkę.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Odlot od rzeczywistości.

Arcylubuska Gazeta Lubuska pisze: "(...)autobusy pełne pasażerów(...), które regularnie kursują na to(...) lotnisko ze Szczecina, Poznania, Wrocławia, ale także z Zielonej Góry i Gorzowa Wielkopolskiego."
Nie, to nie na lotnisko w Babimoście ale na Schönefeld a wkrótce na wielkie nowe lotnisko Berlin - Brandenburg International pędzą autobusy i samochody osobowe z zachodniej Polski. Pomimo wszelkich zaklęć Zarządu Województwa, "przeznaczania środków", zapewnień i udowadniania "potrzeb", to ekonomia, zdrowy rozsądek i wolny rynek będą decydować. O budowie portu lotniczego BBI wiadomo nie od dziś, ale jak widać niektórzy woleli działać zgodnie z zasadą, że jak się udaje, że się czegoś nie widzi, to tego nie ma. To taki odlot od rzeczywistości. I na koniec:
"Już na etapie planu biznesowego nie ukrywano, że jest to lotnisko nie tylko dla Brandenburgii i wschodnich Niemiec, ale także dla zachodniej Polski."