Architekt Paweł Gołębiowski i prof. Janusz Gil z Instytutu Astronomii Uniwersytetu Zielonogórskiego zarazili władze Zielonej Góry wizją. Wizję mają piękną, ba kosmiczną! Oto chcą by zamknięte kino Wenus przekształcić w Centrum Nauki Kepler i planetarium.
Zajmijmy się pierwszym członem - Kepler, Warszawa ma Centrum Nauki Kopernik, to Zielona Góra będzie mieć Keplera! Co ma Johannes Kepler wspólnego z Zieloną Górą? NIC.
Mieszkał za to przez krótki czas w Żaganiu, gdzie układał horoskopy Albrechtowi Wallensteinowi (cóż, jak świat światem, naukowiec zawsze musiał chałturzyć, by rodzinę wyżywić) o mieścinie zwanej Zielona Góra - ówcześnie Grünberg in Schlessien, pewnie w ogóle nie słyszał. Nie przeszkodziło to zielonogórskim astronomom podpiąć się pod żagańską Kepleriadę i część imprez, tych bardziej prestiżowych, zaczęto organizować w Zielonej Górze.
Teraz poszli na całość. Tylko czekać, aż lubuscy historycy będą udowadniać, że Kepler, co prawda w Zielonej Górze nie był ale stale o niej myślał i kiedy się już do niej zbliżał, to zawsze jednak okrążał ją po elipsie i to sprawiło, że odkrył prawdziwy kształt orbit!
Centrum Nauki! Jakże to modnie i ładnie brzmi! Ładnie i drogo (w utrzymaniu), no ale kasa ma być ze współpracy z Chociebużem (z uporem w lubuskich mediach określanym, jako Cottbus, choć Chociebuż to polska nazwa tego miasta - jakoś nikt nie pisze Dresden, München, Köln etc.) z unijnego budżetu (czyli naszego wspólnego, ale takiego wspólnego innego,bo odległego). Ojro będą na stworzenie, ale nie na utrzymanie tego wymysłu. Kto będzie później to utrzymywał? Pytanie wydaje się retoryczne, przecież w Zielonej Górze są same "ponadregionalne" ośrodki i instytucje na które składa się całe województwo...
A teraz druga część - planetarium. Byłem w takim. Było to w 1988 r. nomen omen w Chociebużu, ich planetarium nosiło imię Jurija Gagarina. Cóż popatrzyłem, posłuchałem lektora mówiącego zadziwiająco dobrze po polsku i... nie zrobiło na mnie to większego wrażenia, jak również dwa lata wcześniejsza wizyta w chorzowskim planetarium. Brak mi ciekawości świata (czy raczej wszechświata)? Nie, wtedy czytałem Uranię, miałem teleskop i coś tam o astronomii wiedziałem, ale po prostu nic nie zastąpi prawdziwych obserwacji nieba.
Ktoś powie, że po ćwierć wieku zmieniła się technika prezentacyjna, że tamte projektory to już prehistoria, że dziś można zrobić większe wrażenie na widzach. No właśnie, wrażenia, efekty specjalne, zadziwienie i ciekawostki a gdzie nauka?
Dziś każdy może za to w swoim smartfonie zainstalować DARMOWY Google Sky Map i każdy może patrząc w niebo w oka mgnieniu zidentyfikować gwiazdy, gwiazdozbiory i inne ciała niebieskie. Żadne publiczne pieniądze nie zostaną przy tym wydane.
Więc może po prostu zamiast topić publiczną kasę w projektach, które w gruncie rzeczy z jednej strony tkwią w poprzedniej epoce (planetarium) a z drugiej nie dają szans na samofinansowanie (Centrum Nauki) ze względu na ograniczoną wielkość popytu na takie instytucje w stosunkowo niedużym mieście i słabiuchnym tak demograficznie, jak i ekonomicznie województwie, kupić dzieciakom w całym województwie tablety? W Biedronce i Neo Necie Goclevery a73 za jeno 369 zł. Za kasę, którą marnuje się pod płaszczykiem unijnej współpracy transgranicznej można kupić tysiące takich urządzeń na których można zainstalować Google Sky Map i tysiące innych pomocnych w edukacji młodego pokolenia urządzeń na które nie brakuje ciekawych darmowych aplikacji. Nie będzie to tak pięknie wyglądało jak wizualizacje P. Gołębiowskiego i zapewnienia prof. Gila a za to będzie taniej i na pewno skorzystają dzieciaki z całego województwa. No ale czy o to chodzi? Przecież ważne jest roztaczanie pięknych wizji, tak jak przy kompromitacji z astrobazami - Tusk hucznie otwierał astobazę w Gniewkowie, która miała być astronomicznym odpowiednikiem Orlików w woj. kujawsko - pomorskim, a zaraz potem ta piękne wyglądająca na papierze i na komputerowych wizualizacjach inwestycja została zamknięta na trzy spusty...
