sobota, 3 listopada 2007

Ciekawe zdania z "Lubuskiej".

W zielonogórskiej Gazecie Lubuskiej w artykule "Wojenka zielonogórsko - gorzowska" znalazło się kilka ciekawych zdań:
"Jednak zaciekłość tego sporu obnaża inną słabość regionu, polegającą na tym, że tak wielu ludzi wciąż pracuje w sektorze publicznym, a tak mało w prywatnym, niezależnym od instytucjonalnej lokalizacji. Gdyby było odwrotnie, wojenka o instytucje stałaby się urzędniczym sporem kanapowym, a nie batalią o jedność i niepodległość regionu."
Oraz informacja:
"4 marca 1998 r. - zawiązuje się Stowarzyszenie na Rzecz Promocji i Powołania Województwa Lubuskiego ze Stanisławą Czeredą na czele. Liczy ono 167 członków, ale w jego zarządzie nie ma nikogo z Gorzowa."
Nie dziwi zatem, że to właśnie w Zielonej Górze jest najwięcej zwolenników woj. lubuskiego, ale czy zatem dla dobra 100 tys. mieszkańców tego miasta pozostałe 900 tys. ludzi musi żyć w najsłabszym w kraju województwie, co rusz wstrząsanym wewnętrznymi sporami?

1 komentarz:

dj_dlugi pisze...

może jednak jest nadzieja...