czwartek, 25 czerwiec 2009

Będą budować nową świecką tradycję.

Przedwczoraj Marszałek Marcin Jabłoński (były wiceburmistrz i starosta słubicki) oraz reszta Zarządu Województwa Lubuskiego zatwierdzili projekt rozszerzenia Indykatywnego Planu Inwestycyjnego Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Wśród najpotrzebniejszych inwestycji wojewódzkich znalazła się budowa "Lubuskiego Centrum Tożsamości Regionalnej [pro’vincia]" w Słubicach. O projekcie wypowiada się w GL Katarzyna Mintus - Trojan - wiceburmistrz Słubic:
- Chcemy, by w naszej gminie powstało Lubuskie Centrum Tożsamości Regionalnej ,,pro'vincia''. Pomysł ten powstał wiele lat temu. Nasz region nie ma tożsamości, identyfikacji z historią. Centrum będzie miejscem dyskusji na te tematy ale też tu będą występować zespoły artystyczne, literaci, twórcy. W sierpniu rozpoczęcie budowy, zakończenie I kwartał 2010 roku.
Zgadzam się z panią burmistrz, że "nasz region nie ma tożsamości", co prawda Słubice leżą na historycznej Ziemi Lubuskiej (a ta nie istnieje co najmniej od końca średniowiecza, będzie bagatela 500 lat) to co zrobili propagandziści lubuscy po II wojnie światowej to kpina z historii. Nie zgodzę się, że region nie ma identyfikacji z historią, bo tylko ignoranci jej nie posiadają a chyba nie uważa wszystkich mieszkańców lubuskiego za nieuków? Niech sobie budują słubiccy urzędnicy nowe centrum kultury, ale niech nową tożsamość tworzą dla samych siebie! Mi wydawało się, że czasy tworzenia nowej świeckiej tradycji odeszły wstecz wraz z Peerelem, ale jak widać nie w lubuskim, tu nowa tożsamość ma zostać stworzona za unijne pieniądze...

poniedziałek, 15 czerwiec 2009

Choćby przyszło tysiąc atletów

Rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego prof. Czesław Osękowski udzielił GL wywiadu. Wypowiedział w nim znamienne słowa: Obawiam się, że za kilka lat wróci sprawa ilości województw i wtedy woj. lubuskie może nie przetrwać. A jego istnienie jest dla nas bardzo ważne. W interesie Zielonej Góry leży funkcjonowanie w większej strukturze. Mam na myśli Lubuskie Trójmiasto, może to być zespół miejski, a może nawet aglomeracja rozumiana jako przestrzeń terytorialna z kilkudziesięcioma tysiącami mieszkańców. Słowa te jeszcze raz potwierdzają tezę, że województwo istnieje nie dla zwykłych mieszkańców tego rejonu Polski a dla zielonogórskiego establishmentu. Ludzie ci zdają sobie sprawę ze słabości lubuskiego tworu administracyjnego, jak choćby braku dużej aglomeracji miejskiej. Stąd biorą się te rozpaczliwe próby utworzenia obszaru metropolitalnego wokół Zielonej Góry. Tyle, że nie wiem jak by się naprężali, to tzw. "Lubuskie Trójmiasto" osiągnie najwyżej 200 - 250 tys. mieszkańców. Tworzenie na siłę kolejnego tworu administracyjnego nie przyniesie mieszkańcom żadnych korzyści a da, co najwyżej ułudę silniejszego argumentu za trwaniem woj. lubuskiego. W Niemczech od jakiegoś czasu władze landów zmniejszają liczbę powiatów, także naszego kraju nie minie potrzeba zrewidowania podziału administracyjnego. No chyba, że znowu interes grupki lokanych polityków i urzędników zatriuumfuje nad rozsądkiem oraz interesem publicznym.

niedziela, 31 maj 2009

Czemu mnie to nie dziwi?

fot. croolick

Wirtualna Polska przedstawiła zarobkową mapę Polski. Lubuskie znalazło się wśród trzech najbiedniejszych regionów. Lubuskie uplasowało się za Podlaskim (które jak napisali dziennikarze powszechnie uchodzi za najbiedniejszy region w Polsce. Jednak ze średnią 2803,23 zł znalazło się na 11 miejscu.), wyprzedziło jedynie Warmińsko - Mazurskie i Podkarpackie. WP pisze: "Nie pomogła bliskość Niemiec. Główne ośrodki regionu - Gorzów Wielkopolski i Zielona Góra - nie pociągnęły za sobą reszty województwa."
No ale jak one miałyby pociągnąć resztę województwa, skoro w skali kraju to nie są wcale duże miasta, a największymi pracodawcami w samorządowej stolicy są instytucje budżetowe (Szpital Wojewódzki, UZ, Urząd Marszałkowski, Urząd Miejski oraz inne urzędy i instytucje)?

poniedziałek, 18 maj 2009

Sukces po lubusku.

Zielonogórski dodatek Gazety Wyborczej od jakiegoś czasu prezentuje wspomnienia z mniej lub bardziej prominentnych zielonogórzan z 20 lat życia w wolnej Polsce. Ostatnio pojawiła się opowieść prezesa firmy Gazstal Piotra Pudłowskiego pt. "Wróciłem do mojego miasta"
Zwierza się czytelnikom: "Do kraju wróciłem na dobre w 1992 r. Założyłem firmę konsultingową. Później w 1994 r. w kilka osób założyliśmy Gazstal. Zajmujemy się handlem. To jest tak jak z każdą inną firmą. Nawet w małej piekarni dwa plus dwa jak daje cztery, to biznes idzie dobrze. A jak nie daje, to trudno. Na szczęście władza mnie nigdy nie kusiła. Mam na tyle krytycyzmu w sobie, żeby wiedzieć, że się do tego nie nadaję. Jestem człowiekiem otwartym, jestem za szczery. Więc skończyłbym w polityce, jeszcze nim bym zaczął." Ciekawe informacje nt. skromnej kariery pana prezesa można znaleźć w artykule w portalu Energia. org. pl pt. "Gazowa pijawka": (...) "Gazstal stał się spółką osób prywatnych i jednego dużego udziałowca - PGNiG. Marka tego dużego przedsiębiorstwa była swoistą rekomendacją, otwierającą spółce drzwi w hutach i bankach. Ta mała firemka zatrudniająca w sumie 13 osób, w tym jednego handlowca, mieszcząca się w niewielkim budyneczku, z małym magazynem i niewielkim placem składowym, stała się monopolistą w dostawach rur dla PGNiG. Jej zyskiem była marża. Jak ustalili audytorzy, Gazstal kupował towar bez rabatów i upustów i odsprzedawał je PGNiG nawet z blisko 9-procentową marżą. Dla porównania - w niewielkiej liczbie kontraktów, jakie Gazstal zawierał z innymi odbiorcami niż PGNiG, marże sięgały najwyżej 3 procent. Dostawy były ogromne, więc i zyski niemałe. Na przykład w 2004 roku Gazstal sprzedał PGNiG rury za ponad 30 mln złotych, a w 2005 roku za ponad 60 mln.(...) 11 maja 2005 roku zarząd PGNiG podjął niezwykle łaskawe dla Gazstalu decyzje. Po pierwsze, spółka otrzymała gigantyczny kontrakt na 50 mln zł, mimo że wcześniej PGNiG zamierzał wydać na rury 11 mln zł mniej. Po drugie PGNiG postanowił szybko sprzedać udziały w Gazstalu. Teraz Komisja Papierów Wartościowych mogła sobie kopać i prześwietlać, co chciała - nie ma udziałów, nie ma pasożyta, nie ma problemu (...) w sierpniu 2005 roku. 27 proc. udziałów kupił od PGNiG Piotr Pudłowski za 700 tys. zł. W ten sposób w jego rękach znalazło się już 52 proc. udziałów. I pewnie cisza by zapadła, gdyby się wspólnicy nie pokłócili. Tadeusz Kulczyk poczuł się oszukany i zaczął głośno protestować przeciw sprzedaży udziałów Pudłowskiemu. Stwierdził, że inni udziałowcy nie mieli w tej walce równych szans, i złożył doniesienie do prokuratury, a jego prawnicy poprosili o nadzór nad śledztwem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Tadeusz Kulczyk sugeruje, że zakup udziałów przez Pudłowskiego jest wynikiem jego układów i politycznego poparcia. - Pewnych rzeczy mogę się domyślać, bo jeżeli ktoś kupuje akcje i na drugi dzień mianuje szefem rady nadzorczej Piotra Czyżewskiego, ministra skarbu w rządzie Leszka Millera, to nie jest przypadek - mówi Kulczyk (...)"
Abstrahując od rekinów lubuskiego biznesu, w GW ukazał się artykuł: "Fundusze unijne: woj. lubuskie na końcu". Cóż, jakoś mnie tytuł nie zdziwił, treść również. Artykuł kończy się przelubuską konkluzją: "W tym roku Urząd Marszałkowski postawił na projekty kluczowe, m.in. na budowę hali sportowej w Zielonej Górze czy Centrum Edukacji Artystycznej w Gorzowie." O ile w przypadku gorzowskiego CEA łatwo wskazać znaczenie regionalne inwestycji, to ciekawe jakie kryteria przyjęto uznając zielonogórską halę sportową za priorytetowy projekt LRPO, czemu inne miasta nie mogły liczyć na finansowanie swych hal sportowych z LRPO? W sumie nie ważne, papier wszystko przyjmie. Ważne by stolica rosła w siłę, a ludzie w niej żyli dostatniej przecież wiadomo, że każda miejska inwestycja w Zielonej Górze ma znaczenie regionalne. Wiadomo przecież dla kogo to województwo powstało...

czwartek, 14 maj 2009

Z czym do ludzi?!

Pałac Branickich w Białymstoku. Fot. croolick

Miałem ostatnio przyjemność odwiedzić po raz pierwszy w życiu woj. podlaskie. Pewien człowiek zapytał mnie skąd pochodzę. Odpowiedziałem, że z woj. lubuskiego. Zaskoczyła mnie jego reakcja: "Aaa, lubuskie to u was takie samo duże bezrobocie jak u nas na ścianie wschodniej". Zbity z pantałyku wymamrotałem: "no, ee nie, nie tak bardzo", wiedziony lokalnym patriotyzmem ciągnąłem "nooo, nie jest tak źle". Na szczęście nie naciskał, ale moich zaprzeczeń raczej nie przyjął za wiarygodne. Bo co ja mu miałem powiedzieć? Tak! lubuskie to województwo o dużym bezrobociu, gdzie tylko dwie stolice administracyjne chwalą się niskim bezroociem? Że wiele wiosek w lubuskiem wygląda gorzej niż na Podlasiu? Że znaczna część wspaniałych zabytków jest w ruinie? Że nie mamy tak rozwiniętej bazy turystycznej? Że większość lokalnych lini kolejowych w lubuskiem jest albo zlikwidowana, albo podróżuje nimi niewiele ludzi w przeciwieństwie do was? Że drogi lokalne macie co najmniej prównywalne jak w lubuskiem? Że jedynie, czego nie brakuje w lubuskiem to megalomańskich rojeń o potędze? A propos, doskonale w ten megalomański nurt myślenia wpisuje się protest zielonogórskich radnych przeciwko projektowi Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju. No jak to? - stwierdzili radni. Nie ma żadnej naszej lubuskiej metropolii wśród Wrocławia, Poznania, Gdańska, Warszawy, Krakowa i Katowic??? Nie może być, zaprotestowali i wskazali na "potęgę", Lubuskiego Trójmiasta, czyli Zielonej Góry, Nowej Soli i Sulechowa, które to łącznie nie mają nawet 200 tys. mieszkańców. Ot życzeniowe myślenie, które jeszcze raz pokazuje jak oderwani są od rzeczywistości "lubuscy politycy". Dobrze, że protestu zielonogórskich radnych nie odnotowały media ogólnopolskie a nawet media w 300 - tysięcznym Białymstoku, bo znowu byłby wstyd na całą Polskę...

wtorek, 5 maj 2009

Lubuskie specialysty 2

Strona internetowa Urzędu Marszałkowskiego przybliża życiorys Macieja Kozłowskiego, który objął funkcję dyrektora departamentu ochrony zdrowia w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim. Można na niej przeczytać, że człowiek, którego zadaniem będzie m. in. rozwiązanie problemu zadłużonego na kilkaset mln. zł Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim: "ukończył historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze oraz studia podyplomowe z zakresu zarządzania oświatą w Dolnośląskiej Szkole Wyższej Edukacji. W latach 2002-2006 pełnił funkcję wiceprezydenta Zielonej Góry. W magistracie odpowiedzialny był m.in.: za ochronę zdrowia, profilaktykę zdrowotną, współpracę z Narodowym Funduszem Zdrowia oraz problemy osób niepełnosprawnych. Nowy szef departamentu ochrony zdrowia przez ponad 20 lat związany był z zielonogórską oświatą. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora Szkoły Podstawowej nr 21, Liceum Ogólnokształcącego nr 1 oraz Zespołu Szkół Budowlanych. Ponadto w latach 1995-1999 pracował jako wizytator w kuratorium oświaty. W wolnych od zajęć służbowych chwilach Maciej Kozłowski zajmuje się filatelistyką oraz numizmatyką." Cóż widać życiorys w oczach Marszałka wystarczył za rekomendację - najważniejsze to być wiceprezydentem Zielonej Góry.

piątek, 20 marzec 2009

Lubuskie zagłębie hipokryzji.

Lubuskich polityków zniesmaczył happening przygotowany przez dzieci, rodziców i władze gminy Lubiszyn. W sali kolumnowej Urzędu Marszałkowskiego uczniowie lubiszyńskiej podstawówki odegrali scenkę pt. "Dziewczynka z zapałką".
Próba pozyskania przez gminę środków z LRPO na budowę sali gimnastycznej, z programu 4.22 rozwój lokalnej infrastruktury edukacyjnej nie powiodła się. Potrzebowali 2 mln zł, ale w konkursie zajęli dopiero dziewiąte miejsce, a tylko pięć pierwszych projektów dostało dofinansowanie.
Zdaniem wicemarszałek Elżbieta Polak środki unijne pozyskuje się dobrze napisanymi projektami, a nie takimi chwytami. Surma_bojowa na forum GW w związku z tym pisze: No to ja chciałbym zobaczyć np. "dobrze napisany" projekt dotyczący Portu Lotniczego Zielona Góra-Babimost, na który Zarząd Województwa klepnął z góry 38 milionów. Bo oczywiście o żadnych "takich chwytach" w tym przypadku mowy być nie może...

piątek, 13 marzec 2009

Nieudane wyrywanie.

Woj. lubuskie to przede wszystkim plac zabaw a właściwie ring zielonogórskich i gorzowskich polityków. Przez lata narosły między nimi ogromne pokłady nieufności, zawiści i niechęci. Także wśród wielu mieszkańców tych dwóch miast silna jest wzajemna nienawiść.
Zagrożonych utratą pozycji polityków gorzowskich i zielonogórskich połączyła w 1998 r. wizja utraty znaczenia w ramach dużych województw. Stąd tzw. umowa paradyska, która ustalić miała równowagę między Zieloną Górą a Gorzowem Wielkopolskim. Od samego początku jednak pojawiły się próby naruszenia tego status quo. Wszak chodzi o cenne z punktu widzenia partii politycznych biurokratyczne stołki w różnych wojewódzkich instytucjach.
Ostatnio gruchnęła wieść, że w nowej ustawie medialnej siedzibę regionalnego ośrodka TVP umiejscowiono w Zielonej Górze a nie jak dotychczas w Gorzowie. Oczywiście zaraz pojawiły się entuzjastyczne komentarze zielonogórzan wieszczących światu nadejście sprawiedliwości dziejowej. Swoje zadowolenie ogłosili publicznie zielonogórscy posłowie Bogusław Wontor z Zielonej Góry (SLD) i Marek Cebula (PO). Radość była przedwczesna. Zbigniew Chlebowski oświadczył, że "zapis o siedzibie w Zielonej Górze był zwykłym błędem legislacyjnym, który już wychwyciliśmy. Zapewniam, że regionalna TVP będzie się mieściła w Gorzowie. Wiem, że ta pomyłka wzbudziła w województwie lubuskim wiele emocji. Wszystko jest już naprawione." Nikt nie przyznaje się skąd ta "pomyłka". Posłanka Bożenna Bukiewicz z PO oświadcza: "Zapewniam, że nie miałam z tym projektem ustawy nic wspólnego. I dobrze, bo niczego mi nie można zarzucić. Nie wiem, czy to jest błąd w projekcie ustawy, czy celowy zapis". Gdyby krótkie stwierdzenie "lub czasopisma" potraktowano również jako "błąd legislacyjny" to nie byłoby afery Rywina. Gorzowski poseł PO Witold Pahl powiedział GW: Siedzibą oddziału TVP jest i będzie Gorzów. Województwo lubuskie powstało jako element porozumienia i kompromisu, a zasadniczą intencją, jaka miała przyświecać politykom północnej i południowej części regionu, miała być współpraca i współdziałanie oraz siła argumentów na rzecz osiągnięcia wspólnych celów" No właśnie, lubuskie postało jak porozumienie polityków. Porozumienie, które wcale nie musi być racjonalne. Gorzów jest w województwie lubuskim położony peryferyjnie. Nie znaczy to, że Zielona Góra, która faktycznie leży bliżej demograficznego środka ciężkości województwa jest ex define lepszą lokalizacja dla regionalnego ośrodka TVP. Dotychczasowy program TVP Gorzów Wlkp. pokazuje, że dziennikarze skupiają się jedynie na pilnowaniu by informacje z Gorzowa i okolic równoważyły się z tymi z Zielonej Góry i najbliższej okolicy. Tak samo z wystąpieniami polityków - musi być równowaga za wszelką cenę. Nie chcą mieć przecież na głowie niezadowolonych "lubuskich" posłów. Reszta województwa jest z rzadka obecna w programach TVP Gorzów. Liczą się przecież tylko dwie "gwiazdy" tego województwa.
Mieszkańcy południowej części lubuskiego bez problemu oglądają program TVP Wrocław i mogą od razu zauważyć różnicę. We wrocławskiej "trójce" nie ma dominacji tematyki wrocławskiej - pojawiają się ciekawe informacje z CAŁEGO województwa. A w lubuskim, póki będzie istniało, zawsze najważniejsze będzie, kto kogo zdominuje, kto komu odbierze instytucje - Zielona Góra Gorzowowi, czy Gorzów Zielonej Górze. Reszta jest nieważna...

piątek, 6 marzec 2009

Każdemu według zasług?

Radni Sejmiku Wojewódzkiego z opozycyjnego PiS zaprotestowali przeciwko podziałowi środków na liście indykatywnej LRPO. W końcu ktoś z polityków zauważył, że lista ta ma niewiele wspólnego ze zrównoważonym rozwojem województwa. Radni oszacowali, że najwięcej środków bez procedury konkursowej trafi do Zielonej Góry. Obliczyli, że wartość planowanych w mieście inwestycji to 1,7 tys. zł na osobę. Na drugim miejscu znalazł się powiat zielonogórski (1,1 tys. zł), a na trzecim Gorzów Wielkopolski (1 tys. zł). Kolejny jest powiat słubicki z 975 zł. Według radnych opozycji kluczowy jest tu fakt, że ze Słubic pochodzi marszałek Marcin Jabłoński (PO). Idąc tym tropem warto zwrócić uwagę, że obecny dyrektor departamentu LRPO odszedł z Urzędu Marszałkowskiego w czasach marszałka Szymańskiego na stanowisko wiceburmistrza Żagania. Lokalne media zarzucały mu, że w tym okresie pozyskał niewiele środków z funduszy europejskich dla miasta. Gazeta Regionalna pisała: "Waldemar Sługocki miał zdobyć dla Żagania miliony euro. Wiceburmistrzem był przez niespełna dwa lata. Jego zatrudnienie kosztowało miasto ponad 170 tys. zł. Tymczasem Żagań wypadł „zaskakująco słabo” w Rankingu Gmin Województwa Lubuskiego – zajął trzecie miejsce od końca, pozyskując z funduszy zewnętrznych zaledwie 21 zł w przeliczeniu na mieszkańca."
Po zmianie Zarządu Waldemar Sługocki wrócił do Urzędu Marszałkowskiego, by kierować departamentem LRPO. Teraz władze miejskie truimfują nad "pismakami", bo na liście indykatywnej LRPO znalazły się trzy duże żagańskie projekty: Budowa Centrum Sportu i Rekreacji za 25,41 mln zł, rewitalizacja Pałacu Książęcego - 10,54 mln zł i rewitalizacja starówki - 11,4 mln zł. Szczerze cieszy mnie fakt, że zostaną dofinansowanie te projekty, wszak żagański pałac to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zabytków w regionie a żagańska starówka uległa ogromnej dewastacji w czasach PRL. Oby ten nagły wzrost skuteczności w pozyskiwaniu środków europejskich był trwały a nie zależny od personalnych układów i politycznej koniunktury.
Gazeta Lubuska informację o wystąpieniu radnych zatytułowała "PiS atakuje". Można tam znaleźć wypowiedź "atakowanego" marszałka M. Jabłońskiego: "Patrzenie na listę poprzez przeliczania pieniędzy na jednego mieszkańca w żaden sposób nie był przez nas brany pod uwagę, bo jest pozamerytoryczny". Oczywiście sztywne trzymanie się parytetu demograficznego jest błędem, niemniej zadaniem marszałka jest dbałość o równomierny rozwój regionu. Jak wyobraża sobie on realizaję tego zadania, gdy widać wyraźnie, że na liście LRPO środki są kumulowane w wybranych miastach i powiatach a ponadto znajdują się na niej inwestycje o charakterze stricte lokalnym a nie regionalnym?
Radni PiS zwracają uwagę, że powiat krośnieński dostanie z listy indykatywnej jedynie 164 zł na mieszkańca. Mnie to jakoś nie dziwi, wszak to w Krośnie Odrzańskim przewodnicząca lubuskiej PO miała najwięcej problemów z lokalnymi działaczami. A to nie chcieli przyjąć do partii wbrew woli Bożenny Bukiewicz byłego działacza Samoobrony a to angażowali się w próby obalenia jej władzy.

niedziela, 22 luty 2009

Wzmacnianie jednej nogi.

W swym expose marszałek Marcin Jabłoński stwierdził m. in., że jego celem jest "wzmacnianie lubuskich stolic". Słowo stało się ciałem. W dokumencie pt. Projekt rozszerzenia Indykatywnego Planu Inwestycyjnego Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013 aż 23,32% środków przyznano samorządowej stolicy woj. lubuskiego - Zielonej Górze. Miasto to może liczyć na dofinansowanie swych projektów w wysokości maks. 240,35 mln zł. Spora pula przypadnie Uniwersytetowi Zielonogórskiemu na Park Naukowo Technologiczny UZ. Jest to inwestycja II priorytetu, którego cel brzmi: "Stymulowanie wzrostu inwestycji w przedsiębiorstwach i wzmocnienie potencjału innowacyjnego". Uniwersytet dostać może, aż 64,59 mln. zł. Będzie to zadanie iście pionierskie ponieważ, co prawda Zielona Góra posiada zaplecze naukowe, ale nie posiada właściwie przemysłu i nie ściągnęła dotychczas znaczącej liczby przedsiębiorstw a jedyną firmą wysokich technologii jest ADB. Poprzednika marszałka Jabłońskiego - Krzysztofa Szymańskiego krytykowano za to, że przy kwalifiakcji wniosków uwzględniał parytet procentowy liczby ludności. Zadziwiająca jest zatem zbieżność wysokości dofinanowania do projektów Gorzowa Wielkopolskiego a liczbą ludności. Stolica administracyjna a zarazem największe miasto województwa może liczyć na dofinansowanie w wysokości max. 13% (ok. 130 mln), co odpowiada mniej więcej udziałowi gorzowskiej populacji w liczbie mieszkańców województwa. Rodzi się zatem pytanie, czy projekty zielongórskie nie otrzymały dofinansowania kosztem projektów innych, mniejszych podmiotów...

poniedziałek, 16 luty 2009

Regiopedia.

Grupa medialna "Media Regionalne" przygotowała nowy serwis - Regiopedia, która ma stać się "encyklopedią regionów". W serwisie jest podział na regiony według wojewódzkiego podziału administracyjnego, co jest zaprzeczeniem idei encyklopedii regionów. Dokonany w 1999 r. podział w wielu przypadkach, wbrew ustawie o samorządzie, nie respektuje historycznych granic regionów. Mniejsza o to. Ciekawe jest co robi należąca do MR Gazeta Lubuska, mianowicie mimo, że w Regiopedii jest "Region Lubuski" to gazeta zachęca: "Twórz hasła w Encyklopedi Ziemi Lubuskiej i wygrywaj nagrody za najlepsze wpisy". No cóż, który regionalista pozostałby głuchy na na taki apel? Droga gazeto oto mój artykuł w Regiopedii: Ziemia Lubuska, czyli mit PRLu.